Meeting Czech-Polish Neighbors
Czech-Polish experience in reporting about Roma communities
The project was proposed to The Czech-Polish Forum, the joint programme of the Foreign Ministers of Poland and Czech Republic to support both current and new common initiatives within the civil societies of both countries. Our project was accepted among 9 other.
In frame of the project two students's exchanges took place. 16 young people from Poland and Czech had the opportunity to learn about Roma culture as well as reporting techniques. First meeting took place in May in Wroclaw, the second one in Olomouc in June 2010.
The event „Roma – the wrong address. Czech dream – Polish job – Roma misery” sum up the student’s project “Meeting neighboars. Polish-Czech experience in reporting about Roma communities” through photo exhibition, video and presentations.
The partners of the projects are:
Angelus Silesius Meeting House – one of the leading youth organisation in Wroclaw, which focus on international and intercultural projects.
People in Need – in Olomouc runs Social Integration Programmes in the fight against poverty and social exclusion . The biggest NGO in Central and Eastern Europe.
Radio Wroclove – is the first English-speaking station in Poland that broadcasts round the clock. The place we reach you from is Wrocaw – the city of meetings that has always been open to a mixture of cultures, languages and religions.
Magazine “Semestr” – the leading students magazine in Poland.
Nase Adresa – the unique hyper-local project started in 2009, publishes weekly magazine and runs internet portal.
University of Wroclaw, Journalism and Social Communication
The Palacký University of Olomouc, faculty of Journalism
Click play to listen to our radio reportage :
Made by radio group: Magda Antoniow
Lucie Ruzickova
Karolina Koci
Jiri Kalat
Osiedle romskie w Przerowe, czerwiec 2010.
Mieszkanie Chorawatów, Przerow, czerwiec 2010.
Wywiad z mieszkańcem ul. Skodovej.
Mieszkanie Chorwatów, ul. Skodova, Przerow, czerwiec 2010
Mieszkanie Chorwatów.
Jeden dzień w getcie
Dorota Gwiaździńska, Katarzyna Wiekiera
Przerow, czerwiec 2010
Naszym przewodnikiem jest Iwan - młody, może 30-letni, modnie ubrany mężczyzna. Ma na sobie poprzecierane jasne dżinsy i niebieską dopasowaną bluzę. Jego pochodzenie zdradzają jedynie te duże brązowe oczy i śniada karnacja.
Gdyby jego głowa nie była ogolona, włosy miałby kruczoczarne. Na szyi błyszczy gruby złoty łańcuszek, w uchu świeci kolczyk. To chyba jedyne atrybuty stereotypowo wiązane z takimi, jak on.
Jest jednym z tych czarnych czy brudnych jak mówią niektórzy. Właśnie dlatego, że płynie w nim skażona krew, może oprowadzić nas po miejscu, gdzie można spotkać wielbicieli złota, wróżki, muzyków, tancerzy i złodziei. Iwan wprowadza nas do dzielnicy Cyganów.
Zakaz wstępu
Swobodnie porusza się po getcie. Od razu domyślamy się, że kiedyś też tu mieszkał. Po chwili upewnia nas w tym. To tam kiedyś mieszkałem wskazuje na jeden z szarych bloków z ciemnej cegły. Budynki stoją tu jeden zaraz przy drugim, jakby oddzielały tę zamkniętą przestrzeń od innej, lepszej. Z kolorowego budulca.
Podwórka pozbawione wyrazu. Gdzieniegdzie prowizoryczne ławeczki, trzepak, rozwieszone na sznurach pranie jedyny kolorowy akcent. Kilkupiętrowe, niewysokie kamienice, a w nich stare drewniane okna, ściany, z których odpada tynk. Wszystko to razem tworzy szary obrazek, z jakby wymalowanym na nim podpisem: zakaz wstępu.
Czesi stworzyli już ponad 300 gett na obrzeżach miast, nieskomunikowanych z centrum, z wątpliwym zapleczem sanitarno-kanalizacyjnym. Większość gett znajduje się na północy kraju i jest zamieszkana przez Romów Słowackich przesiedlonych przez władze komunistyczne po drugiej wojnie światowej. Fabryki, w których dotychczas pracowali, z powodu transformacji ustrojowej upadały, rosło zadłużenie mieszkań i Romowie byli zmuszeni przeprowadzać się na peryferie miast. Czesi nie chcieli i nie chcą wynajmować im mieszkań w centrach.
Iwan kieruje nas do jednej z bram. Podążamy tuż za nim schodami na pierwsze piętro. Wskazując ręką na drzwi w korytarzu, mówi: Sami zobaczcie. Tak tutaj mieszkają.
W pierwszym momencie nie jesteśmy pewni, jaką funkcję ma pełnić wskazane pomieszczenie. Wiemy tylko, że strasznie tu cuchnie i jest brudno. Widzimy poobdrapywane ściany, zdewastowane drzwi, wysłużoną podłogę. Pytamy: A co to właściwie jest? Toalety. Są na korytarzach. Tak wyglądają, bo właściciel budynku nie chce ich remontować.
W głowie pojawia się skojarzenie: u nas lepsze są nawet te na zapuszczonych dworcach kolejowych. Niesprawne instalacje elektryczne i sanitarne skutkują około pięciokrotnie wyższymi rachunkami za prąd i wodę. Właściciele, w ponad połowie przypadków miasto, nie przeprowadzają koniecznych remontów, nie podejmują też żadnych działań przeciwko rosnącemu zadłużeniu. A prywatni właściciele dążą do pozbycia się niechcianych lokatorów. Poważny staje się problem przeludnienia.
Nagle otwierają się drzwi z naprzeciwka. Pojawia się w nich sylwetka kobiety, a zza jej pleców wyglądają zaciekawione oczy dwójki dzieci. Nasz przewodnik przedstawia nas: To studenci z Polski i Czech. Chcą pisać o Romach. Pokazuję im, jak mieszkacie tutaj, na Szkodowej.
Romka przenosi swój wzrok z Iwana na nas. Kiwa potakująco głową. Widoczny w pierwszym momencie przestrach ustępuje, na jej twarzy pojawia się cień uśmiechu. Zamyka drzwi i razem z podekscytowanymi dziećmi dołącza do naszej grupy.
Kamienica przy ulicy Szkodowej w Przerowie (ok. 20 km od Ołomuńca) to pleśń, dziury w podłogach, brak ciepłej wody, toalety na zewnątrz budynku, a czynsz w pierwszym półroczu 2010 r. wzrósł o 63%
My: obcy
Wychodzimy razem przed wejście do budynku. Czujemy na sobie ciężar wzroku mieszkańców. Niektórzy wyglądają nieśmiało zza firanek, inni już śmielej przystają na moment, próbując podsłuchać coś z tego, co mówi nasz przewodnik. Doświadczenia Romów, te codzienne i te historyczne, każą im zachowywać dystans do gadziów, czyli nie-Romów, obcych.
Wyobraź sobie, że jesteś Romką i chcesz skontaktować się z gadziem, jak sobie wyobrażasz, że on zareaguje? To powód, dla którego Romowie trzymają się z oddali wytłumaczyła nam Renata Kottnerowa, koordynatorka ds. integracji w regionie ołomunieckim. Na Szkodowej najbardziej zainteresowane naszą obecnością na podwórku są dzieci. W jednej chwili otaczają nas wianuszkiem. Bariera stereotypów i uprzedzeń jeszcze przed nimi nie wyrosła.
Nasz przewodnik wita się z nimi i tłumaczy, że przyszliśmy do nich z wizytą. Muszą przyjść do nas! Nie, nie! Najpierw do nas! przekrzykują się wzajemnie. Nie dziwi nas to jesteśmy tu niecodziennym zjawiskiem. Ludzie jak my raczej tu nie zaglądają. Bo i po co patrzeć na tę biedę? Łatwiej uciszyć wyrzuty sumienia, zamykając oczy na to, co się dzieje w takich niebezpiecznych dzielnicach, jak ta.
Jeśli nie widać alternatywy, pozytywnych przykładów, wyjściem staje się środowisko przestępcze. Dlatego mali chłopcy chcą być jak mafijni bossowie, którzy jako jedyni coś osiągają i mają ładne samochody.
Uciekinier
Iwan z łatwością uspokaja dzieci. Słuchają go. Widać, że ma podejście. Sam zresztą jest ojcem. Od ponad 10 lat związany jest z nie-Romką, mają razem kilkuletnią córkę. Na początku rodzice mojej dziewczyny nie byli zadowoleni z tego, że się spotykamy. Później przekonali się do mnie. Gorzej było ze znajomymi. Odwrócili się od niej. Teraz już niektórzy z nią rozmawiają. Ale część odeszła po tym, gdy dowiedziała się, że spotyka się z Romem. Mówili: głupia, nie wiesz, co robisz opowiada Iwan. Dla ludzi z zewnątrz nadal jest przede wszystkim Romem, zawsze nim będzie. Obojętnie, co by robił lub czego nie.
A robi wiele. Iwan, tak jak my, jest studentem. Gdy akurat nie uczy się, uczy innych od trzech lat szkoli dzieci w tańcu. Działa również w People in Need, największej organizacji pozarządowej w Europie Środkowej i Wschodniej. Biuro fundacji znajduje się w jednym z kilku budynków, które zamieszkiwane są w 90% przez społeczność romską. Blisko dworca kolejowego. To stamtąd wyruszamy w naszą podróż pod przewodnictwem Iwana.
Nasz jeden dzień w getcie. Iwan spędził ich tu wiele. Wyprowadził się stąd wraz z rodziną, gdy miał 12 lat. Richard Korinek, który również pracuje dla People in Need, uważa, że gdyby ktokolwiek trafił do getta, za trzy pokolenia nie potrafiłby sam rozwiązać tego problemu, byłby w tej sytuacji, co Romowie dziś. Przystosowałby się do niej i z takich powodów, jak wyuczona bezradność czy brak możliwości awansu społecznego, byłby na ciągle pogarszającej się pozycji.
To, że komukolwiek udało się wydostać z getta, jest naprawdę niezwykle. Teraz wygląd Iwana nieco różni się od zwykłego wyglądu przeciętnych mieszkańców kamienic, których możemy dostrzec w obrębie osiedla. Ma lepsze ciuchy, inny status, pracę. Już tu nie pasuje. Jednak dla ludzi z zewnątrz nadal jest taki, jak oni wszyscy. Przechodnie, patrząc na niego, widzą tylko jego pochodzenie, postrzegają go przez pryzmat potocznego wyobrażenia o takich jak on: brudas, biedak, złodziej bo Rom.
Byłem kilka lat w Anglii. Chciałbym czuć się tu tak, jak czułem się tam. Wchodzić do sklepu i być traktowanym, jak zwykły klient, a nie potencjalny złodziej kontynuuje, podając bardziej szczegółowe przykłady ze swego życia. Często zdarza się, że sprzedawcy sugerują mu: to kosztuje 1000 koron, nie stać cię lepiej nawet nie dotykaj. Wierzy, że nie zasłużył sobie na to. Na swoje wydatki zarabia sam. Nie zamierza jednak wybielać wszystkich. Romowie to zróżnicowana grupa, jak każda inna.
Nie boi się powiedzieć głośno, że niektórym po prostu już się nie chce. Próbowałem ich jakoś zmotywować, pokazać, że też mogą żyć tak, jak ja teraz. Jednak wolą narzekać. Ale komórki i dobrego samochodu zazdroszczą. Białą dziewczynę też chcieliby mieć opowiada Iwan.
Kto zatrudnia Romów???
Ale nie jest tak łatwo. Niektórzy nie widzą wielkiego sensu w tym, by nadal się starać, zwłaszcza jeżeli na własnej skórze doświadczyli, jak mało liczą się na rynku pracy. Są wśród nich tacy, którzy starali się, ale jedyne, co mogli otrzymać, to oferta pracy na czarno, najczęściej na budowie. Są i tacy, którzy nawet nie dostali szansy na rozmowę kwalifikacyjną. Bezrobocie w gettach sięga 90 procent.
Richard Korinek komentuje: Kto zatrudnia Romów?? Oni mają stygmat złego adresu, żyją w miejscu, o którym wie się, że tam żyją leniwi ludzie, uzależnieni od alkoholu i narkotyków itd. Jeśli powiesz, że jesteś stamtąd, nikt cię nie zatrudni.
Jako że tworzymy zwartą grupę, zwracamy na siebie uwagę przechodniów. Nieco zagubione cztery osoby: dwoje Polaków i dwie Czeszki. Naszą przepustką do tego obcego nam świata jest Iwan. Dzięki niemu nie jesteśmy traktowani jak potencjalni wrogowie. Bo mniejszość romska nie ma zaufania do obcych. Są zaszczuci. Wycierpieli już wiele. W kwietniu 2009 r. pod oknami ich domów pojawił się pochód neonazistów. Przed agresją żywioną przez pięciuset demonstrantów Romów ochroniła policja i czołgi. Czescy neonaziści zamiast czcić Hitlera, wolą bić Romów. Do ataków dochodziło już w Uściu nad Łabą, w Krupce pod Cieplicami, Litwinowie.
Prowadzeni przez Iwana podchodzimy do grupki Romów siedzących na plastikowych krzesłach przed jednym z budynków. Iwan wyjaśnia im, że chcemy dowiedzieć się czegoś więcej o tym, jak żyją Cyganie w Przerowie. Opowiadają o ataku neonazistów sprzed roku. Było ich wielu, agresywnych, zdeterminowanych, by zrealizować cel, w jakim tu przyszli. Krzyczeli, że chcą skończyć z cygańskim terroryzmem. Czeska cześć grupy zostaje z nowo poznanymi, by wysłuchać, jak czują się członkowie nacji, która została wyznaczona do wytępienia. Mówią o strachu i ukrywaniu dzieci w domach, o tym, że gadzie często powtarzają: szkoda, że Hitler wybił tylko połowę, a nie wszystkich W tym samym czasie polska część naszej grupy dostaje szansę wejścia do jednego z mieszkań.
Zyskujemy drugiego przewodnika dołącza do nas jeden z Romów siedzących wcześniej przed domem. Idziemy do jego mieszkania. Klatka schodowa łudząco przypomina tę, w której widzieliśmy toalety. To, co widzimy wewnątrz nie jest niczym przyjemnym.
Zamknięte koło
Iwan chce nam wytłumaczyć, na czym polega problem z ulicą Szkodową. Z łatwością przechodzi z języka czeskiego na angielski. Opisując warunki życia w getcie, wymienia m.in.: brak ciepłej wody, cieknące rury, pleśń, zaniedbane toalety, zniszczone sprzęty kuchenne, metraż, który nie jest wystarczający dla kilkuosobowej rodziny
Po co inwestować w nowe meble, gdy ma się tak zniszczoną kuchnię? Nie kupujesz przecież nowego stołu, gdy tak wygląda podłoga zauważa Iwan, wskazując na dziurawą podłogę.
Poza tym na modernizację czy naprawę brakuje środków finansowych. Właściciel budynków nie jest zainteresowany inwestowaniem w zrujnowane kamienice. Ich wyburzenie przyniosłoby mu korzyść. Na ich miejsce może postawić nowe i korzystnie sprzedać. Dlatego przyjął mądrą taktykę: czeka, aż Romowie będą mieli takich warunków dosyć i sami wyniosą się w inne miejsce.
Sytuacja jest patowa, ponieważ właściciel wykupując budynki od miasta na własność, odciął możliwość finansowania napraw przez miasto czy ingerencji służb społecznych. Rokrocznie składa obietnicę renowacji i słowa nie dotrzymuje, mieszkańcy natomiast czekają w nadziei, że coś jednak uda się zmienić, że może choć ciepła woda będzie. A do zrobienia jest o wiele więcej. Ostatni raz rozglądamy się wokół tak, dużo jeszcze trzeba tu zrobić, by normalnie żyć.
Zamykają za nami drzwi. A my wiemy, że już tu nie wrócimy. Oddalimy się ze smutnymi minami i zaśniemy w naszych ciepłych mieszkaniach z masą ponurych refleksji w głowach. Później napiszemy o tym doświadczeniu parę artykułów, które może nawet ktoś opublikuje. I obłudnie wymażemy to z pamięci. Jakoś ciężej żyć i narzekać na swój los, wiedząc, że innym wiedzie się gorzej. Dlatego lepiej zapomnieć, co się zobaczyło, prawda?
project coordinator, trainer
project coordinator, journalist
Prague
Wrocław
Olomouc
Ostrava
For more information please contact:
Anna Kudarewska
anna.kudarewska_silesius.org.pl
Visit our blog on:
http://metneb.wordpress.com/